10 OFF / Witold Krassowski – Love krowe

Różnice pomiędzy Polską lat osiemdziesiątych a dzisiejszą to głównie różnice materialne: otoczenie jest zadbane, przedmioty estetyczne ale mentalność nie zmienia się tak szybko.

Agnieszka Plech: Czy z perspektywy chłodnego dokumentalisty Polska zarejestrowana na zdjęciach sprzed kilku dekad i współczesna mają w sobie jakie jakieś cechy wspólne?

Witold Krassowski: Nie byłem nigdy chłodnym dokumentalistą, i chyba żaden dokumentalista nie jest chłodny. Jeśli odnieść pytanie do wystawy Love krowe to jest to zestaw zdjęć po części dokumentalny, bo pokazuje przeszłe wydarzenia i ludzi, których już nie ma, a po części subiektywny, bo został wybrany i ułożony przeze mnie. To, co zostało wydobyte, to prymityw świata materialnego oraz olbrzymi wysiłek ludzi, żeby przetrwać. Inne aspekty ówczesnej Polski zostały pominięte. Różnice pomiędzy Polską lat osiemdziesiątych a dzisiejszą to głównie różnice materialne: otoczenie jest zadbane, przedmioty estetyczne. Ale mentalność nie zmienia się tak szybko. Wracają metody działania i mechanizmy społeczne z czasów komunizmu, bo są ludziom znane, czują się oni w nich bezpiecznie i przytulnie. Cech wspólnych jest mnóstwo, ale trudno je sfotografować.

A. P.: Jaka wg Pana jest obecnie rola fotografii, a zwłaszcza fotografii dokumentalnej? Jakie dzisiaj jest lub może być jej oddziaływanie społeczne? a może takiego wpływu już nie ma?

W. K.: Pojęcie fotografia dokumentalna jest, moim zdaniem, mylące. Różne zdjęcia nadają się do różnych celów, pytanie do czego chcemy ich użyć. Fotografia, nazywana dokumentalną, a którą ja określam nazwą reportażu fotograficznego, zawsze była narzędziem służącym do ukazywania i rozwiązywania problemów społecznych. Jako narzędzie zawsze wymagała współpracy ludzi, którzy chcieli te problemy rozwiązać i którzy chcieli — i wiedzieli jak — się nią posłużyć. Oddziaływanie społeczne fotografii jest pochodną myślenia prospołecznego wśród ludzi, nie może zastąpić jego braku. Jeśli zdjęcia „dokumentalne” służą zbudowaniu kariery fotografa jako „artysty” to nie jest to działalność prospołeczna.

A. P.: Czy fakt, że jest Pan z wykształcenia lingwistą ma wpływ na sposób konstruowania narracji dokumentalnej, czy ma wpływ na sposób w jaki dokonuje Pan wyboru zdjęć do publikacji?

W. K.: Obrazy fotograficzne to zupełnie inne medium niż tekst. Nie stosuje się do nich pojęcie narracji. Narracja to czas, proces, przemiana, obraz to stan, wyobraźnia, emocje. Nie istnieje narracja przy pomocy obrazów fotograficznych, dokumentalnych bądź nie. Jest to nieporozumienie wynikające z przeniesienia metod analizy tekstu na obrazy. Reguły układania zdjęć należą do dziedziny plastyki i psychologii. Sporo w nich wyczucia i podświadomości. I zawsze dotyczą konkretnych zdjęć. A lingwistyka to język, system, komunikacja. Język jest najbardziej powszechną techniką komunikacji. Zrozumienie na czym się ona opiera bardzo mi pomogło w życiu, ale nie w fotografii.

A. P.: Jaki aspekt rzeczywistości obecnie przyciąga Pana uwagę, inspiruje do twórczego działania?

W. K.: Zawsze interesował mnie ten sam aspekt życia — od kolebki po grób, pozbawiony wielkich idei oraz politycznych zrywów. Jeżeli pojawiają się ona w Love krowe to dlatego, że takie były czasy i same pchały się po obiektyw. Wstyd byłoby z nich nie skorzystać. Ale wówczas jak i dzisiaj interesuje mnie świat, w którym nie ma konsumpcji, a dokładniej mówiąc, konsumpcjonizmu, świat codziennych dążeń, problemów i konieczności przetrwania. Konsumpcja generuje mnóstwo wizualnego śmiecia, który trzeba omijać. W latach osiemdziesiątych konsumpcjonizm w Polsce nie istniał, bo nie było czego konsumować, dlatego dzisiaj fotografuje mi się znacznie ciężej.

Udostępnij: