10 OFF / Justyna Mielnikiewicz – W Ukrainie

O sobie mówię dokumentalistka, bo spośród niewielu słów, które mamy do dyspozycji, aby opisać siebie, to właśnie to pojęcie jest dla mnie najbardziej czyste, neutralne i, co za tym idzie, pojemne.

Agnieszka Plech: Tematem Twojego długofalowego projektu fotograficznego jest codzienność z konfliktem wojennym w tle. Czy trudno utrzymać spokój i dystans do tych okoliczności przez tak długi czas? Czy temat konfliktu na Ukrainie stał się również w pewien sposób Twoim życiem?

 Justyna Mielnikiewicz: Przed realizacją „W Ukrainie” pracowałam nad materiałem i książką o Południowym Kaukazie, więc nie była mi obca tematyka konfliktu wojennego (rok 2008 w Gruzji) czy sytuacji powojennej, gdy zaczynałam zajmować się projektem dotyczącym Ukrainy. Zakładałam jednak, że tym razem to nie będzie dokument o wojnie. Rzeczywistość zdecydowała inaczej. Zajęcie Krymu przez Rosję w marcu 2014 roku zmieniło moje plany i tym samym ten obszar tematyczny powrócił samoistnie. A odpowiedź na drugie pytanie jest w zasadzie bardzo prosta: to nieuniknione – każdy z moich projektów staje się częścią mojego życia, a tym bardziej te, które realizuję przez wiele lat, tak jak to było z Kaukazem i Ukrainą.

Odessa 2015, Ukraine
Amina posing for a picture in her small flat in Odessa while on the leave from the Army .

A.P. Co jest dla Ciebie najbardziej interesujące w pracy nad tym projektem, czy jakieś obszary zwracają Twoją szczególną uwagę jako dokumentalistki?

J.M. Ja osobiście bardzo lubię przygotowania „przed”: czytanie, słuchanie i oglądanie wszelkich materiałów związanych z danym tematem. Tym razem na bieżąco śledziłam dostępne w Internecie wiadomości i polityczne debaty z ukraińskiej telewizji. Oczywiście lubię samo fotografowanie, pracę w terenie, poznawanie i rozmowy z ludźmi, ale to jest z wielu względów bardzo wyczerpujące. Trzeba się otworzyć, odrzucić wszystkie emocjonalne zabezpieczenia, by usłyszeć i dostrzec kim jest bohaterka/bohater. To jest czas, kiedy łatwo stracić  kontrolę nad rzeczywistością i trzeba się poddać fali, temu, co ona przynosi. A to niekoniecznie są „dobre zdjęcia“. To jest też szereg wątpliwości. I tych bieżących, i tych globalno-życiowych, np. dotyczących celowości tego, co robię, spełnienia swoich potrzeb czy potrzeb innych. Sądni bezzdjęć albo takie niemal ich “pełne”. Są też dni “zaskakujące“, kiedy na przykład po 10 godzinach spędzonych w podróży autobusem, by dotrzeć do bohaterki, robię jedno zdjęcie i wiem, że ono wejdzie do książki. Każdy z wymienionych etapów ma swoje miejsce w procesie twórczym.

Jako dokumentalistka zwracam również uwagę na to, by nie koncentrować się tylko na kluczowych wydarzeniach i być wyłącznie w ich centrum, ale raczej „obwąchać” i udokumentować to, co dzieje się trochę obok, w drugim rzędzie. Staram się na przykład pozostać na miejscu po tym jak część oficjalna się kończy albo przyjść na zdjęcia przed jej rozpoczęciem.

A.P. Książka z projektu Ukraine runs through it dostała się do ścisłej czołówki kandydatów do głównej nagrody w konkursie „Aperture – Paris Photo/Photo Book Prize”. Czym jest dla Ciebie to wyróżnienie?

J.M. Jest wielką radością! Dowodem na to, że moja praca i wszystkie trudności, które pokonuję tworząc duży projekt, były warte trudu ich przezwyciężania, były warte tego ogromnego wysiłku.

July 2015, Dniepropetrovsk
Wedding of Alexey and Elena . They came from near by small town to take wedding pictures by Dnieper River and Dnipropetrovsk.

To także satysfakcja, że mogę przynajmniej w części donieść szerokiej publiczności o tym, co dzieje się na wschód od Unii Europejskiej. Podczas weekendu Paris Photo tysiące ludzi odwiedza to miejsce i może podejść, zobaczyć, „przekartkować“ czy nawet przeanalizować każdą z książek wyróżnionych w konkursie, a nie jest ich tak wiele.

Chciałabym przy tej okazji dodać, że, w moim odczuciu, rygorystyczny podział na poszczególne typy fotografii jestsztuczny. Nie bardzo rozumiem, co dokładnie ma decydować o tym, że dane zdjęcie lub ich seria ma się znaleźć w kategorii sztuki czy dokumentu, etc. Mnie interesuje podejście synkretyczne do fotografii i takie staram się praktykować. O sobie mówię dokumentalistka, bo spośród niewielu słów, które mamy do dyspozycji, aby opisać siebie, to właśnie to pojęcie jest dla mnie najbardziej czyste, neutralne i, co za tym idzie, pojemne. Uważam również – oczywiście, że fotografia to dziedzina sztuki. I z tego względu wyróżnienie „Paris Photo/Aperture” było dla mnie szczególnie ważne. Moja dość „czysta”, dokumentalna forma doceniona została na największych i najważniejszych targach fotografii –postrzeganych w kategorii tzw. ART. To dla mnie potwierdzenie, że kierunek synkretyczny, z którym się identyfikuję i który sobie wybrałam, to ten jedyny właściwy dla mnie. To w nim zawiera się wolność, która powinna definiować Sztukę.

 

 

Udostępnij: