11 OFF / Chris Niedenthal „TU i TERAZ”

[…] fotografia, a tym bardziej fotografia dobra, pomaga nam uporządkować własne życie, pomaga nam  „mieć wgląd”.

Agnieszka Plech: Posiada Pan ikoniczne zdjęcia na swoim reporterskim koncie, był Pan jako świadek w centrum wielu ważnych wydarzeń w Polsce, w dynamicznym czasie przełomu XX i XXI wieku. Czy to, co obecnie obserwuje Pan wszędzie wokół i utrwala fotograficznie, jest w jakimś stopniu zaskakujące?

Chris Niedenthal: Oczywiście, wszystko to, co dzieje się dzisiaj w Polsce zaskakuje mnie. Cynizm, buta i arogancja władzy jest przerażająca. Prowadzona dzisiaj polityka to jest raczej coś rodem sprzed 100 lat, niż coś, co powinno być normalne w XXI wieku. Dzisiejsza sytuacja geopolityczna pokazuje nam, że Europa powinna się konsolidować, a nie rozpadać. A Polska – choć niekoniecznie Polacy – robi wszystko, żeby się od Europy oderwać. Pieniądze: proszę bardzo. Obowiązki i zobowiązania: nic z tego. Nie sądziłem, że po kilkudziesięciu latach od 1989 roku zobaczę Polskę tak chętnie cofającą się do czasów PRL-u. A tak to, niestety, wygląda. Dlatego to, co fotografowałem przez ostatnie pięć, sześć lat było tak ważne dla mnie z punktu widzenia dokumentalisty. Nie mogłem tych protestów nie fotografować. Byłem zaskoczony tym, że nasza polityka skręciła w tak okropną stronę, ale obowiązkiem fotoreportera jest to wszystko dokumentować.

A.P.: Słowem-kluczem tegorocznego Opolskiego Festiwalu Fotografii jest Obecność. Wydaje się, że interpretacja materiału z Pana projektu „Tu i Teraz” w kontekście tego hasła pojawia się niemal bezwiednie: te relacje ze społecznych manifestacji na ulicach są dobitne, a jednocześnie – zgodnie z Pana intencją – subiektywne. Czy istnieje jednak jeszcze jakaś inna interpretacja, którą chciałby Pan zasugerować odbiorcom?

Ch. N.: Nie śmiałbym narzucać jakiejkolwiek innej interpretacji. Co najwyżej mogę ostrzec ludzi przed popieraniem władzy, której celem jest niszczenie tego kraju.

A.P.: Czy wierzy Pan w moc fotografii wywołującej spektakularne zmiany rzeczywistości?

Ch. N.: No nie, raczej nie! To już byłoby za dobrze. My możemy pokazać światu co się dzieje, ale zmienić cokolwiek, to już nie. Bardzo rzadko coś takiego może mieć miejsce. Trudno na to liczyć.

Trybunal Konstytucyjny 12.12.2015

A.P.: Nasz współczesny świat to scena wielu zmian politycznych, społecznych i, co bywa z tym  związane, nasilających się ruchów migracyjnych. Czy jako człowiek z szeroko rozumianym doświadczeniem emigracji, odczuwał Pan lub odczuwa w szczególny sposób swoją własną, być może – zwielokrotnioną tożsamość? Jak odnajduje się Pan w różnych kulturowych światach? Czy czuje się Pan gdzieś bardziej lub mniej „obecny?

Ch. N.: Prawdę powiedziawszy, skoro mieszkam już w Polsce prawie 50 lat, to siłą rzeczy czuję się „obecny” właśnie tu, w Polsce. Sam nie czuję się emigrantem; to raczej moi rodzice (ojciec ze Lwowa, matka z Łucka) mogli o sobie tak mówić. Druga Wojna Światowa rzuciła ich do Anglii i tam zostali. A ja, choć tam się urodziłem, tylko przyjechałem do Polski, a nie uciekłem do niej. Przyjechałem właśnie na kilka miesięcy – a zostałem do dziś. Ale to jest wyłącznie moja „wina”, moja decyzja. Wtedy oczywiście tego nie planowałem, ale tak wyszło! Czuję się Polakiem i to raczej inni wciąż jeszcze widzą we mnie cechy angielskie. A mieszkając w Anglii przez pierwsze kilkadziesiąt lat swojego życia zdążyłem przyzwyczaić się do tego, że wokół mnie żyją, albo mogą żyć ludzie o innym kolorze skóry, z innych kulturowych światów. W Polsce brak takiej tolerancji wśród wielu osób jest wyjątkowo bolesny.

A.P.: Pojęcie tu i teraz stało się w ostatnich latach bardzo popularne, bywa łączone z postulatem rozwijania świadomości, bycia obecnym, uważnym. Czy zanurzenie się w tu i teraz jest dzięki fotografowaniu łatwiejsze? Czy zgodziłby się Pan z hipotezą, że fotografia – poprzez naturalne zatrzymanie chwili w kadrze – pomaga przeżywać życie intensywniej? Czy wtedy nieustanne wykonywanie i publikowanie w Internecie zdjęć miałoby głębszy sens? A może bicie rekordów w kategorii „selfies” wprost przeciwnie: wspomaga ucieczkę od autorefleksji?

Ch. N.: Tak, to trudne pytanie. Nie jestem fanem „selfies”, bo one właściwie nic nie pokazują i nic nie dają. Są zazwyczaj tylko kiepską pamiątką spotkania się kilka ludzi. A co do kwestii pojęcia tu i teraz, to fotografia, a tym bardziej fotografia dobra, pomaga nam uporządkować, mieć wgląd w swoje życie. Pod tym względem życie fotografów może wydawać się, rzeczywiście, bardziej intensywne…

25.06.2018 Przed Sadem Najwyzszym

A.P.: W świecie fotografii pojawia się coraz więcej interdyscyplinarnych projektów. Zdjęcia łączone z tekstem, z dźwiękiem, są animowane, eksponowane jako instalacje, jako książki fotograficzne. Jak Pan to odbiera? I czym fotografia jest dla Pana? Narzędziem wspomagającym komunikację między ludźmi czy raczej wyrazem artystycznej obecności?

Ch. N.: Przyznam się bez bicia, że nie jestem wielkim wielbicielem tego wszystkiego, co Pani wypunktowała powyżej. Z tego wszystkiego to jedyne, co lubię i w co wierzę to publikowanie książek fotograficznych, ale pod warunkiem, że są to albumy. Wszystko inne, sądzę, „rozmydla” sprawę. Nie uważam siebie za artystę, a na pewno nie przez duże „A”. Jestem więc raczej zwolennikiem traktowania fotografii jako „narzędzia wspomagającego komunikację między ludźmi”. Tak, to mi bardziej pasuje.

20.07.2017 Przed Sejmem, 3xVETO!

A.P.: W materiałach biograficznych przy Pana nazwisku najczęściej chyba występuje określenie fotoreporter, a tytuł Pana autobiografii to “Zawód: fotograf”. Czy istnieje według Pana precyzyjna granica pomiędzy pojęciami „dokument” i „reportaż” w dziedzinie fotografii? Jeśli tak, to które określenie jest Panu bliższe?

Ch. N.: Mając już swoje lata, czuję, że dzisiaj mogę o sobie mówić, że jestem dokumentalistą. Albo jeszcze lepiej, niech to inni mówią! Bo po tych trzydziestu, czterdziestu latach wszystko, co robiłem, to już nie reportaż, lecz dokument. Ale gdy byłem młodszy, w kwiecie wieku – jak to się ładnie mówi, uważałem, że jestem po prostu fotografem (broń Boże, nie fotografikiem!) Tyle tylko, że moja praca była prawie zawsze związana z dziennikarstwem, dlatego też pozwalałem o sobie mówić „fotoreporter”. Ale nie lubię tego polskiego słowa, o wiele bardziej wolę słowo angielskie: “photojournalist”. Brzmi poważniej! A po polsku „fotożurnalista” brzmi jakoś… nie tak. Natomiast proste słowo „fotograf” brzmi dobrze i obejmuje większość aspektów mojej, czy naszej, pracy. Reasumując, uważam, że prace bieżące są, lub mogą być, „reportażem”, ale po wielu latach stają się już „dokumentem”. Być może rozumiem tę różnicę nieco naiwnie, ale tak to czuję. Nie zaprzeczam jednak, że pewna praca fotograficzna może być dokumentem od razu, bez czekania wiele lat. Na przykład fotograf dokumentuje jakąś fabrykę lub odzież amerykańskich Indian. Takie tematy stają się dokumentem w trakcie ich robienia. Ale gdyby fotograf dodatkowo fotografował życie lub pracę takiej fabryki albo tych Indian, to wtedy słowo „fotoreportaż” jest bliżej prawdy – przy czym po pół wieku mówiłoby się o tych zdjęciach, że są dokumentem tamtych, odległych czasów. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy będą chcieli zgodzić się z moim uproszczeniem – ale tacy ludzie niekoniecznie muszą sami być fotografami. Krótko mówiąc: wiek robi swoje. Stare fotografie są dokumentem dawnych lat.

Rozmawiała: Agnieszka Plech

Chris Niedenthal to jeden z najbardziej rozpoznawalnych fotografów w Polsce. Jego słynne zdjęcia z czasów przełomu ustrojowego w naszym kraju, a zwłaszcza „Czas Apokalipsy”, stały się niemal rodzajem cezury, wyrazistego znaku w naszej historycznej i fotograficznej, zbiorowej podświadomości. Pretekstem do rozmowy z autorem ikonicznym fotoreportaży stał się projekt Chrisa Niedenthala zatytułowany TU i TERAZ. Materiał ten, realizowany przez fotografa współcześnie na przestrzeni ostatnich pięciu lat, był eksponowany w salach Muzeum Śląska Opolskiego w ramach 11. Opolskiego Festiwalu Fotografii, organizowanego przez Fundację 2.8. Powyższy wywiad ukazał się również w Gazecie Fotograficznej OFF, wydawanej przez organizatorów i dostępnej bezpłatnie w czasie trwania wszystkich festiwalowych wydarzeń.

Udostępnij: