9 OFF / Krzysztof Gołuch „Hotel”

Chciałem pokazać życie niepełnosprawnych tak po swojemu, tak jak ja to widzę… przez wiele lat broniłem się przed tym tematem, ale na szczęście spotkałem na swojej drodze kilku mądrych ludzi, m.in. Mojego pierwszego nauczyciela, świętej pamięci Piotra Szymona czy Arkadiusza Golę – legendę śląskiej fotografii. To on powiedział: „Słuchaj Kris, to jest Twój temat, musisz go realizować”.

  • Co było pierwszym impulsem do tego, by zająć się fotografowaniem życia ludzi niepełnosprawnych?

To przyszło właściwie samo. Urodziła mi się córka, zacząłem robić zdjęcia dziecku.  Poza tym zawsze interesowałem się sztuką, troszkę malowałem… W którymś momencie, z fazy zainteresowań plastycznych w naturalny sposób przeszedłem do  fotografii. To było we mnie również wtedy, gdy zacząłem pracować z niepełnosprawnymi jako młody chłopak. I już wtedy często nie podobało mi się jak pokazywane są osoby niepełnosprawne, najczęściej w kontekście jakichś materiałów interwencyjnych w mediach –prośby o wsparcie, zbiórki funduszy na wózek, na opiekę, inne materiały… To było takie dramatyczne, a ja poszukuje „złotego” środka, wyważenia pomiędzy skrajnościami, emocjami. Chciałem pokazać życie niepełnosprawnych tak po swojemu, tak jak ja to widzę, jaki ja mam na to pomysł…

  • Cykl Hotel to szlachetna, humanistyczna fotografia. Czy jednak oprócz zachwytu nad estetyczną stroną obrazów, które tworzysz, wyrazami uznania ze strony jury konkursów zaobserwowałeś zmianę postawy wobec niepełnosprawnych na skutek oddziaływania fotografii?

Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie… Mam jednak takie głębokie przekonanie, że w pewnym stopniu ta wizualna sfera naszego życia na pewno ma wpływ na nasze postawy… Czasem poprzez obcowanie z obrazem stopniowo oswajamy lęki, a później zyskujemy szansę, by  zainteresować się samym tematem przedstawionym wizualnie. Zauważam, że dzięki kontaktowi z przesłaniami fotograficznymi, ten obraz osoby niepełnosprawnej powoli, powoli się zmienia. Być może dlatego niepełnosprawny przestaje być postrzegany jako „dziwoląg”, ktoś kto się tylko dziwnie zachowuje, lecz po prostu – jako człowiek. I myślę… mam taką głęboką nadzieję, że to dokonuje się właśnie dzięki edukacji wizualnej, dzięki fotografii, która jest jej elementem.

  • Czego można się nauczyć pracując z niepełnosprawnymi…

Przypominam sobie jak jeździłem na kolonie charytatywne z takim panem, Ślązakiem z kopalni, po wypadku, ze zgruchotanym kręgosłupem… zawsze na takiej kolonii miałeś swojego podopiecznego… I ten pan Marian, którym się zajmowałem, był świetnym człowiekiem, a przy tym miał fajną rodzinę, która go wspomagała – trzy wspaniale córki, które na tym turnusie odwiedzały go co trzy dni… i właściwie to pan Marian się tym 18 letnim Krzysztofem opiekował i to on – godzina 6.30 był na wózku już okąpany, ogolony… i zawsze po metalowych rurkach łóżka klupał i budził mnie: młody wstawaj, śniadanie! (śmiech) dużo z nim rozmawialiśmy i to my od niego uczyliśmy się takiego prawdziwego życia. Opowiadał nam zresztą różne anegdoty, wspominał jak poznał swoją żonę… tak to działało, również i w tę stronę… Poza tym dzięki tej pracy już jako młody chłopak nauczyłem się opiekować dziećmi i w wieku 18 lat wiedziałem jak się przewija maluchy! albo osoby z porażeniem kończyn – to jest trudniejsze… Przede wszystkim jednak uświadomiłem sobie jak ważne jest zdrowie. To bonus, który dostajemy od losu, a czasem go nie dostrzegamy… Marudzimy, że deszcze pada, ale możemy wziąć parasol i iść na spacer… dlatego staram się nigdy nie narzekać, ponieważ sam fakt, że wstaję rano, mam sprawne ciało, mam rodzinę, dzieci, mogę iść czy jechać gdzie chcę – to jest dar, którego przeważnie się nie docenia, a to jest niezwykle cenne i nie jest dane raz na zawsze.

  • Czy praca z „co siódmymi” wymagała jakiegoś specyficznego podejścia?

Nooo… ma się pewne podejście, w końcu jestem pedagogiem (śmiech)… a bardziej serio, kiedy tylko zacząłem pracę z niepełnosprawnymi musiałem przedefiniować swoje nastawienie, nauczyć się innego spojrzenia poprzez fotografię, bo pewne rzeczy były dla mnie już zbyt oczywiste… przyzwyczaiłem się, że niepełnosprawny np. wchodzi w związek małżeński i zakłada rodzinę, czy, z innej strony, zgrabnie jeździ na wózku inwalidzkim i robi różne nim akrobacje, a to przecież nie dla wszystkich jest takie naturalne. To wtedy zrozumiałem, że fotografując ich trzeba „na nowo”  nauczyć się troszkę bardziej dziwić…

  • Czego my możemy się od niepełnosprawnych nauczyć?

Przede wszystkim, pamiętajmy, że są różne rodzaje niepełnosprawności. To bardzo szerokie pojęcie: są niepełnosprawni intelektualnie, umysłowo lub fizycznie albo jedno i drugie; osoby z niepełnosprawnością wrodzoną lub nabytą wskutek wypadku. I tak na przykład od niepełnosprawnych z zespołem Downa można nauczyć się takiej fajnej prostoty w zachowaniu, w widzeniu świata, otwartości i nie tylko… Może przytoczę tu relację z życia: moja żona Ewa opowiadała o pewnym zdarzeniu w zimie. Na przystanku autobusowym zakopał się autobus. Trzeba było go wydobyć z koleiny śniegowej. Na przystanku pełno ludzi, kierowca prosił o pomoc i kto się ruszył wśród tej całej grupy ? Tylko dwaj niepełnosprawni z Downem! Pchali autobus, a tak zwani „normalsi” stali i się gapili… i kto tu jest niepełnosprawny?… (śmiech).

  • Od kilkunastu lat ta tematyka jest dla Ciebie źródłem inspiracji, nie obawiasz się rutyny?

Jak wpadnę w rutynę to zmienię temat … (śmiech). To było tak, że ja przez wiele lat broniłem się przed tym tematem, ale na szczęście spotkałem na swojej drodze kilku mądrych ludzi, m.in.  mojego pierwszego nauczyciela, świętej pamięci Piotra Szymona czy Arkadiusza Golę – legendę śląskiej fotografii. To on powiedział: „Słuchaj Kris, to jest twój temat, musisz go realizować”. I takie wsparcie jest ważne. Ważne jest, jakich ludzi spotykamy. Czasami ktoś taki popchnie cię palcem i już wiesz. To dzięki takim mądrym ludziom jak  pedagodzy z Instytutu Twórczej Fotografii, tacy jak Vladimír Birgus czy Jindřich Štreit robię to, co robię. Poza tym, z tą tematyką to jest trochę tak jak z obieraniem cebuli… Wiesz, kolejne warstwy… Zacząłem dostrzegać, ile jest różnych obszarów związanych z życiem niepełnosprawnych: praca, rodzina, pasje, czy nawet wybory polityczne… To wtedy uświadomiłem sobie, że oni mają czynne prawa wyborcze! A kiedy jesteś z nimi podczas pracy, widzisz ich jak w soczewce, dosłownie i metaforycznie.

  • Wierzysz, że fotografia dokumentalna może zmienić świat?

Kiedyś tylko dzięki fotografii dokumentalnej mięliśmy dostęp do pewnych informacji, to się zmieniło, ale i teraz trzeba pracować, opowiadać… Gdyby nie fotografia dokumentalna, to my tutaj, żyjąc sobie bezpiecznie, nie wiedzielibyśmy o tym, że gdzieś tam daleko, są ludzie, którzy są krzywdzeni, cierpią, giną, żyją za dolara… Tak, mimo wszystko wierzę, że bez zdjęć dokumentalnych byłoby mniej szans, aby zmienić świat…

  • Co sprawia większą radość: samo fotografowanie, reakcje fotografowanych czy recenzje odbiorców?

Fotografowanie to jest najlepszy narkotyk (śmiech)… Fotografując wpadasz w fajny trans… I kiedy oglądasz ten świat przez wizjer,  w pewien sposób odseparowany od codzienności, to jest ogromna przyjemność. Poza tym, jak to kiedyś powiedział znany śląski fotograf Józef Wolny  dzięki fotografii bywasz w tych miejscach, w których normalnie nigdy byś nie był. Odbiór fotografowanych niepełnosprawnych to jest dla nich w pewien sposób abstrakcja, ale…  zostałem kiedyś zaproszony do wystawienia swoich zdjęć w galerii handlowej w Bytomiu i tam na wernisażu pamiętam reakcje bohaterów mojego reportażu: Łał, takie duże zdjęcia, i oni na tych zdjęciach!  I wtedy zrozumieli, że to nie są tylko jakieś fotki , że to jest coś więcej…  I tu nie jest istotne, że ja nadaję temu czemuś jakieś niesamowite znaczenie i pompuję swoje ego. Chodzi o to, że ja obserwowałem ich reakcje na to, że są ważni! Czasem przecież mnie pytają: „Synek, powiedz mi, po co ty mi robisz to zdjęcie, przecież ja jest „kulawy”? (tak o sobie mówią czasami). I ja im tłumaczę, że podoba mi się to, co robią, imponuje mi to, że są niepełnosprawni, a mimo to pracują… i wtedy mówią: „Achaaa, no dobra, to rób!” A bywa, że się śmieją! Podsłuchałem kiedyś komentarz: „Ty patrz, on gada, że on robi zdjęcia,  ale on się chyba dopiero uczy…  bo on tu jest już dziesiąty raz i ciągle robi te fotografie, to chyba mu nie bardzo wychodzi…” (śmiech).

A recenzje… kiedy są pozytywne, to jest dobrze. To rodzaj nagrody za ten wysiłek, bo,  pamiętajmy, że fotografia dokumentalna to mnóstwo pracy. Wystawa natomiast jest świętem dla fotografa, ponieważ ma wtedy okazję spotkać się ze swoim odbiorcą i zobaczyć jego reakcje. Dzisiaj zdarzyła mi się niesamowita rzecz – w pracy byłem, a tu nagle widzę wpis na FB na temat mojej fotografii autorstwa Romana Rogowskiego: Jakiś czas temu odkryłem fotografie Pana Krzysztof Gołucha i w tym połączeniu niderlandzkiej malarskości skojarzonej z realizmem w duchu Hoppera zostaję już drugi tydzień. Gdybym miał być patetycznie nieznośny, to napisałbym, że tak jak królowie i książęta schodzą na chwilę zaszczycać zwykłych śmiertelników pikantnymi szczegółami swej pozornej ziemskości, tak te fotografie nobilitują zwykłość i powszedniość wynosząc je na chwilę w krainy na ogół przed nimi trwale zamknięte.

Ale nie będę.

Wyobraź sobie – tu w pracy siedzę z księgową nad jakimś rachunkiem, a tam nagle takie słowa czytam… no, jakiś kosmos, aż mnie ciarki przeszły! To jest niesamowita nagroda za to co się robi…

Zapraszamy na wernisaż wystawy „Hotel” Krzysztofa Gołucha 19 października 2019 r. do Muzeum Śląska Opolskiego godz. 17:00 oraz na oprowadzanie po wystawie przez kuratora Michała  Szalasta i autora Krzysztofa Gołucha 20 października 2019 r. do Muzeum Śląska Opolskiego godz. 12:00.

 

 

 

Udostępnij: