9 OFF / Michał Łuczak „11.41″

Jak nietrudno się domyślić, były to bardzo trudne i emocjonalne historie, opowiadane jednak przez mieszkańców Spitaka bardzo detalicznie obrazowo. Czułem, że nie jestem w stanie w żaden sposób tego pokazać na zdjęciach. Tekst wydawał mi się naturalnym wyjściem z tej sytuacji.

Wywiad Agnieszki Plech z Michałem Łuczakiem autorem wystawy „11.41″

  • Dlaczego zainteresowała Cię historia sprzed tylu lat? Czy to pod wpływem skali katastrofy czy raczej w związku z szerszym  projektem kolektywu Sputnik Photos?

Zaczęło się od projektu „Stracone terytoria”, nad którym w tamtym czasie w Sputnik Photos pracowaliśmy. Z trzech krajów jakie mieliśmy wtedy do wyboru, czysto intuicyjnie postawiłem na Armenię, bo pierwszym skojarzeniem, jakie miałem z tym krajem, było właśnie trzęsienie ziemi, które zapamiętałem z dzieciństwa. Miałem 5 lat i to było chyba moje pierwsze zetknięcie się z tragedią w środkach masowego przekazu. Niewiele wówczas z tego zrozumiałem, ale uczucie strachu i niezrozumienia wobec  tych obrazów, które gdzieś chyba ukradkiem widziałem w Dzienniku Telewizyjnym, pozostało i postanowiłem szukać w tym kierunku. Sam Spitak pojawił się w trakcie research’u po reportażu telewizyjnym Barbary Włodarczyk z cyklu „Szerokie tory”. Pokazywała historię rodziny, która po ponad 10 latach otrzymuje od mera miasta klucze do nowego mieszkania. Jako, że lubię pracować w ramach małych społeczności czy regionów, Spitak – będący także symbolem tego trzęsienia ziemi, wydał mi się dobrym punktem zaczepienia. Tak to sobie wtedy na chłodno wymyśliłem. Mój pierwszy wyjazd, to właściwe skupienie się na problemie zarysowanym w reportażu Barbary Włodarczyk, czyli kłopoty z odbudową mieszkań i trwanie w tymczasowych domkach i wagonach dwie dekady po katastrofie. Powstał z tego materiał, który udało mi się opublikować w „Polityce”, ale miałem poczucie, że nie zrobiłem nic ponadto, chociaż kila rzeczy wtedy już zauważyłem. Później zbudowaliśmy już na tym całą resztę. 

  • Co skłoniło Cię do rozszerzenia spektrum działań oprócz fotografii i zaproszenie do współdziałania Filipa Springera?

W Spitaku pracowałem z bardzo fajnym tłumaczem, Grigorem Ishkhanyan’em, który pochodził z Erewania i dla niego odkrywanie tej historii było ważnym doświadczeniem, tak jak dla mnie. Ludzie chętnie dzielili się swoimi doświadczeniami i wspomnieniami. Jak nietrudno się domyślić, były to bardzo trudne i emocjonalne historie, opowiadane jednak przez mieszkańców Spitaka bardzo detalicznie i obrazowo. Czułem, że nie jestem w stanie w żaden sposób tego pokazać na zdjęciach. Tekst wydawał mi się naturalnym wyjściem z tej sytuacji. Zawsze ceniłem współistnienie fotografii z tekstem, choć wiem, że łatwo tu otrzeć się o banał, trzeba zatem było wymyślić na to sposób i trzymać się go przy pracy nad książką. Wtedy  pojawił się Filip, z którym już od dawna się znałem. Był już po „Miedziance” i złapałem go na historię o mieście, które prawie zupełnie zniknęło pod gruzami i od 20 lat stara się podnieść. 

  • Czujesz się bardziej artystą wizualnym, fotografem czy dokumentalistą?

Chyba coraz mniej odczuwam potrzebę takiego określania się. Wiem, że to często jest konieczne, np. w życiorysach artystycznych, przy okazji stypendiów lub oficjalnych kontaktów z galeriami. Ostatnio musiałem zaktualizować swoje CV i napisałem: artysta wizualny, fotograf i kurator. Jeśli  pytają mnie o to, czym się zajmuję ludzie spoza środowiska , to od jakiegoś czasu mówię, że jestem artystą, bo zauważyłem, że nie trzeba się wtedy tłumaczyć, że się nie robi zdjęć legitymacyjnych, albo pracuje w gazecie. Pracuję głównie z fotografią, niekoniecznie swoją, trochę robię video, a ostatnio dzięki różnym kolaboracjom – również obiekty i instalacje. I czuję, że mi z tym dobrze. Co nie przekreśla też możliwości zrobienia fotoreportażu, za czym bardzo tęsknie, ale też nie widzę możliwości poważnej współpracy na tym polu z żadnym tytułem prasowym w Polsce.

  • Jak wygląda Spitak teraz, parę lat po zakończeniu projektu 11.41? Czy miałeś okazję niedawno odwiedzić to miejsce, czy coś się zmieniło?

Ostatni raz byłem tam w 2016 roku, czyli jeszcze przed wydaniem książki. Już wtedy widać było, że to najmłodsze pokolenie chce iść do przodu, a nie tylko tkwić w przeszłości. O tym też jest trochę nasza książka, o życiu przeszłością, o pamięci i jej konsekwencjach w życiu codziennym. Młodzi patrzą już na Spitak inaczej, znają historię trzęsienia jakby sami je przeżyli, ale też chcą już pójść dalej. Bardzo chciałbym tam wrócić, bo mimo trudnej historii bardzo dobrze się tam czułem i poznałem dobrych, mądrych ludzi. Na razie jednak nie ma takiej możliwości.

  • Czy bohaterowie zdjęć, reportażu  mogli zobaczyć efekty Waszej współpracy? Jakie były ich reakcje? 

Nie wszyscy. Wysłałem kilka egzemplarzy do Spitaka, ale nie otrzymałem żadnych informacji zwrotnych, poza tym, że przyszły i że bardzo fajnie.

  • Utrwalając fotograficznie taki temat jak wydarzenia w Spitaku i jego konsekwencje czujesz, że masz wpływ na rzeczywistość czy raczej bezsilność? 

Ani jedno ani drugie, bo w ogóle tego nie rozpatruję w tych kategoriach. To jest chyba u podstawy bardzo egoistyczny powód… Mnie po prostu Spitak bardzo zainteresował, chciałem się czegoś dowiedzieć o rzeczywistości, która jest mi kompletnie obca. Zresztą, zawsze tym podstawowym powodem jest ciekawość lub próba zrozumienia jakiegoś problemu. W konsekwencji powstaje książka, dwóch autorów, spójna, ale z różnym podejściem do historii miasta. Książka po prostu umożliwiła podzielenie się tym naszym zebranym i przetworzonym doświadczeniem ze Spitaka z każdym, kto trafi na wystawę.

Zapraszamy na wernisaż wystawy Michała Łuczaka „11.41″, 19 października 2019 r. godz .16:00, Aneks, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu

Udostępnij: