10 OFF / Marek M. Berezowski – To nie jest czarny łabędź

Myślę, że początek pandemii był momentem o najwyższym potencjale zmian wartości […]. W ludziach mieszały się uczucia strachu, ale i solidarności.

Agnieszka Plech: Rejestrowanie rzeczywistości w czasie lockdown’u było dla Pana spełnieniem reporterskiej powinności czy może sposobem na jej przetrwanie? Rodzajem autoterapii?   

Marek M. Berezowski: Na początku marca byłem w Szwecji. Nagle temat epidemii „przyśpieszył”. Dosłownie w przeciągu tygodnia wszystko zaczęło kręcić się wokół koronawirusa. Jeszcze w piątek rano polski rząd nie zapowiadał zamknięcia granic i wprowadzenia kwarantanny, a wieczorem zmienił zdanie. Musiałem, jak tysiące innych współobywateli, podjąć bardzo szybką decyzję – zostaję czy wracam do Polski. Następnego dnia o czwartej rano wstałem na samolot. Miałem ze sobą aparat. Fotografowałem sytuację na lotnisku i pierwsze sanitarne kontrole. I tak już zostałem z aparatem w ręku na cztery i pół miesiąca, aż do mojego wypadku.

Aparat fotograficzny daje mi poczucie dystansu i sprawczość. Choć brzmi to dziwnie i pewnie okrutnie, to dzięki pracy fotografa, sytuacje, które zazwyczaj są dla ludzi trudne i nieprzyjemne, od których ludzie uciekają, mnie przyciągają i stają się dla mnie osobiście ważne. Dokumentowanie ich to sens pracy fotografa dokumentalisty.

A.P. Co było dla Pana istotne na początku i pod koniec projektu?

M.B. Wierzyłem na początku, że pandemia coś zmieni, że wpłynie na zmianę postrzegania rzeczywistości. Pisano np. o tym jak zmniejszenie się ruchu samochodowego w czasie lockdownu wpłynęło pozytywnie na jakość powietrza. Jednak im dłużej trwało zamknięcie i sama epidemia, tym bardziej jasne dla mnie stawało się, że większość ludzi chce tylko wrócić do swojego życia sprzed pandemii. Jej przebieg można zatem streścić covidowymi neologizmamami – od „koronapaniki”, do „koronaolewki”.

A.P.: Co Pana najbardziej zaskoczyło w czasie jego realizacji?

M.B.: Złamany palec u nogi, utrata zdjęć z dziesięciodniowego pobytu na Śląsku, a na koniec wypadek, złamania, operacja i przymusowa przerwa od fotografowania – tego nie przewidziałem.*

Natomiast w samej pracy dokumentalisty nie spodziewałem się takiej trudności w uzyskaniu zgody na fotografowanie w szpitalach jednoimiennych. Próbowałem indywidualnie, próbowała w moim imieniu Agencja Fotograficzna Reporter, z którą współpracuję. Miałem wrażenie, że strona rządząca wywierała na szpitale silną presję, która spowodowała, że wiele placówek po prostu się bało.

Poza tym, zaskoczyło mnie pojawienie się tzw. koronasceptycyzmu. To, oczywiście, część większego zjawiska, które nazywam „backclashem naukowości” – odrzuceniem wiedzy. W wypowiedziach koronasceptyków usłyszeć można zwroty typu: przebudź się, czas włączyć myślenie, itp. – to zawiera w sobie pierwiastek para-religijny. Ludzie bez żadnych merytorycznych kompetencji publicznie podważają wiedzę epidemiologów, wirusologów czy lekarzy zakaźników.

16.05.2020 Warszawa Strajk Przedsiebiorcow i Ogolnopolski Strajk Generalny w Warszawie
n/z Policja uzyla gazu.
fot Marek M Berezowski/REPORTER
—————==========—————
Warsaw Strike Enterprise and All-Poland General Strike in Warsaw against the lockdown and the ruling party.
photo. Marek M Berezowski/REPORTER

A.P.: Teza zawarta w tytule sugeruje, że epidemia COVID nie bardzo nas zmieniła… A może jednak?

M.B.: Pandemia uwypukliła inne problemy – np. niedofinansowane służby zdrowia czy rozwarstwienie społeczne. Poza tym odnoszę wrażenie, że w Polsce reakcja na epidemię była jak wrzucenie wielkiego kamienia do wody – na początku duży plusk, a potem widać tylko coraz mniej wyraźne, rozchodzące się kręgi. Najsilniejszy lęk i akceptacja restrykcji były w kwietniu i marcu, gdy zakażeń było mało. Latem wiele osób zapomniało o Covidzie, a wzrosty liczby zakażeń były rekordowe. Myślę, że początek pandemii był momentem o największym potencjale zmian wartości i priorytetów. Powstawały liczne inicjatywy oddolne, od pomocy dla seniorów, po szycie maseczek. W ludziach mieszały się uczucia strachu, ale i solidarności. W mediach pojawiały się wtedy materiały o „nowym – lepszym świecie” po pandemii. Natomiast obecnie dominują raczej relacje z postępu prac nad szczepionką, co sugeruje, że nie rozmawiamy o rzeczywistych przemianach, lecz o utrzymaniu dotychczasowego stylu życia, o powrocie do „normalności”.

*Pod koniec lipca podczas fotografowania w Bielsku-Białej w wyniku upadku z wysokości Marek Berezowski doznał licznych urazów i został poddany operacji zespolenia wieloodłamowego złamania obojczyka. Wpłynęło to na zawieszenie, a następnie drastyczne ograniczenie aktywności fotograficznej.

Udostępnij: